środa, 11 września 2013

1.0. Youth.

  (polecam czytać wolno) Daughter - Youth:)


Niemal nieprzytomnie wpatrywałam się w ścianę. Miała nieokreślony, szaroniebieski kolor, całkiem ładny. Chociaż w zasadzie mnie to nie obchodziło. Chciałam tylko położyć się na łóżku, i zasnąć na zawsze. Nie umrzeć, nie chciałam chyba umierać. Chciałam zasnąć, błogo spać, gdy te wszystkie złe rzeczy dzieją się i niszczą kolejne żywoty. Mój był wrakiem.
Moje drobne ciało ogarnęło przejmujące zimno. Wstałam, i zamknęłam okno. Powietrza też miałam już dosyć. Było dla mnie zbyt ciężkie, nie mogłam go udźwignąć, a co dopiero tego całego ciężaru, którego z każdym dniem większa ilość opadała mi na barki. Znacie to uczucie pustki? Wcześniej był strach, żal i smutek, teraz nie ma nic. Ja miałam tak codziennie. Zupełnie niczym się nie przejmowałam, przyziemne sprawy stały się dla mnie całkiem nieistotne. Nie jadłam, nie piłam, nie mówiłam, nie spotykałam się z ludźmi. Wszystkie plany, marzenia gdzieś po drodze zniknęły. Zniknęły razem z dwiema najważniejszymi osobami w moim osiemnastoletnim życiu. Miałam być szczęśliwa i beztroska, bawić się, konsumować młodość w stu procentach. Los chciał inaczej, już się z tym pogodziłam. Ale czy naprawdę od razu musiałam stracić wszystko? Czy powiedziałam, że wszystko odeszło z dwiema osobami? Przepraszam, pomyłka. Był jeszcze ktoś, chyba najgorszy dla mnie. Ktoś, kto wyrwał z mojego poranionego wnętrza resztkę uczuć.

„And if you're still bleeding, you're the lucky ones
'Cause most of our feelings, they are dead and they are gone”

(„ I jeżeli wciąż krwawisz, jesteś jednym ze szczęśliwców,
ponieważ większość naszych uczuć jest martwa i odeszła.”)

Już nie kochałam. Mogłam tylko obserwować uczucia, które znikały. Stwierdzenie, że nie miałam serca, było dużym nadużyciem. Ten narząd wciąż gdzieś tam był, ale chyba przestał działać. Jakby ktoś wyjął baterie. Nikt po takiej tragedii nie jest w stanie otrząsnąć się sam, bez żadnego uszczerbku.

Moi rodzice miesiąc temu zginęli w wypadku samochodowym. Za kilka dni będę obchodzić osiemnaste urodziny. Niby to dobrze, nie trafię do domu dziecka. Ale z drugiej strony, zostanę zupełnie sama. Nikt nie będzie się o mnie troszczył, bo nie będzie miał takiego obowiązku. Będę wreszcie tą dorosłą, samodzielną Angel, o której tyle marzyłam. Będę miała własne mieszkanie, bo rodzice przepisali mi lokum w Londynie. Sprzedam dom, teraz także mój, bo Liverpool tylko wywoływał wspomnienia. Park, po którym spacerowaliśmy w niedzielę, kino, do którego chodziliśmy na familijne komedie i piekarnia z naszymi ulubionymi ciastkami. Łzy spłynęły po moich bladych policzkach. Nie wiedziałam dlaczego płaczę. To była już stała reakcja na większość rzeczy. Nigdy w obecności innych ludzi. Tylko w samotności, kiedy nikt nie widział. Odetchnęłam głęboko. Czas pogodzić się z kolejnym smutnym faktem: Moje życie już zawsze takie pozostanie.

____________________________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy