Lune - Leave the world behind you.
Z
trudem zniosłam walizkę z kilku schodków. Kiedy stałam już na trawniku,
oddychając głęboko, zauważyłam kilka znajomych twarzy – ludzi z mojej szkoły.
-Będziemy
tęsknić. – powiedziała Anette, wysoka dziewczyna o piskliwym głosie. Reszta
skinęła głowami, na potwierdzenie jej słów.
-Mhm.
–mruknęłam tylko. Nie będą tęsknić. Prawie mnie nie znali. Spotykaliśmy się
tylko na lekcjach, nic więcej.
-Leaf
nie mógł przyjść.
Podniosłam
wzrok. Przede mną stał kumpel Barneya, Mike, o ile dobrze pamiętam.
-Nie
chciałam, żeby przychodził. –głos mi się łamał, więc nie wypadłam zbyt
wiarygodnie. Nie chciałam, pragnęłam żeby przyszedł. Ale po tym co zrobił,
chyba się bał. Nie dziwię się.
-Powiedział,
że zadzwoni.
-Niech
nie dzwoni. Przekaż mu, żeby dał mi spokój, tak jak mówił. –w kącikach moich
oczu znów zaczęły gromadzić się słone łzy. Przyśpieszyłam kroku i otworzyłam
drzwi taksówki. Tylko wyjazd może mnie uratować. Kierowca wyszedł z samochodu i
pomógł włożyć mi walizkę do bagażnika. Siadłam z tył i po chwili obserwowałam
oddalające się sylwetki. I dom.
„Leave
this world behind
Leave the world behind you”
Leave the world behind you”
(„Zostaw
świat,
Zostaw
świat za sobą”)
Nigdy
tu już nie wrócę. Muszę pożegnać wszystko, całe osiemnaście lat wymazać z
pamięci i życiorysu. Zacznę od nowa. Tak myślę.
Londyn.
Prawie 4 godziny drogi sprawiły, że resztki energii ze mnie uszły. Znów byłam
tylko znudzona, ale mimo to, niewielkie podekscytowanie wciąż podkręcało
temperaturę w moich żyłach. Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała – deszcz padał
rzęsiście, a po słońcu nie pozostał nawet ślad. Taksówka zatrzymała się przed odrestaurowaną
kamienicą. Kiedy byłam małą dziewczynką przyjeżdżaliśmy tu czasem. Jakieś pół
roku temu rodzice zrobili jednak generalny remont. Po skończeniu szkoły miałam
się tu przeprowadzić. Proszę bardzo, mam czego chciałam.
„Ciekawe
czy poznam cokolwiek?” zastanawiałam się. Wniosłam bagaże na drugie piętro.
Niby w budynku była winda, ale ja mam klaustrofobię, więc taka opcja odpadała.
Zadyszka mnie nie zabije. Wcześniej, jeszcze w Liverpoolu wydobyłam z szuflady
w gabinecie taty, pęk kluczy. Otworzyłam nimi solidne drzwi. Mama zawsze miała
obsesję na punkcie bezpieczeństwa. Nawet to ich nie uchroniło…
Weszłam
do przedpokoju. Był cały biały i nowoczesny. Chociaż sprzęty pokrywała
warstewka kurzu, utrzymało się to ukochane przeze mnie wrażenie czystości.
Mieszkanie było niewielkie – łazienka, pokój dzienny z kuchnią, i sypialnia.
Akurat na moje potrzeby. Ale czy teraz w ogóle mnie to obchodziło? Pewnie będę
siedziała całymi dniami w łóżku, pijąc zieloną herbatę i zajadając Cadbury.
Pieniądze ze sprzedaży domu wpłynęły już na moje konto, przez najbliższe
miesiące, mogę spokojnie odpuścić sobie pracę.
Zaczęłam
wypakowywać moje rzeczy. Wzięłam ich naprawdę mało. Lepiej kupić resztę tutaj,
niż wozić ze sobą kupę –jakby nie było –pamiątek.
Kiedy
większość ubrań i kosmetyków była już na swoim miejscu, na dnie walizki
zauważyłam coś co wywołało uścisk w żołądku. Jego zdjęcie. Był na nim w swojej
ulubionej koszulce. Widać było wszystkie tatuaże, które wcześniej tak
uwielbiałam całować. Tunele, które u innych mnie odstraszały, z Leafem
stanowiły wybuchową mieszankę, niebezpieczną dla moich zmysłów.
Zastanawiacie
się kim był Leaf. Kim jest.
Jedyną
sprawą sporną między mną a rodzicami, było moje upodobanie do niego. Do
typowego bad boy’a, słynnego w całym Liverpoolu. Do faceta, którego zazdrościła
mi połowa lasek. Druga połowa czekała tylko na widok mnie z pokaleczoną twarzą.
Wszyscy bali się Leafa Barneya. Wszyscy oprócz mnie. Byliśmy jak ogień i woda,
ja zawsze spokojna i cicha, on głośny i niebezpieczny. Pamiętam jak wskakiwał
do mojego pokoju w nocy, przez okno. Cały pobity. Mówił:
-Pocałuj
mnie. Pocałuj każdą moją ranę, mała.
Robiłam
to. Byłam mu posłuszna. Ukrywaliśmy się, co wkurzało go coraz bardziej. On
planował, że w moje osiemnaste urodziny uciekniemy. Nie chciałam mu zdradzać,
że nie pochwalam tego pomysłu. Człowiek przy zdrowych zmysłach owszem uciekłby,
ale od Leafa, lecz ja kochałam go do nieprzytomności.
Jednak,
pewnej nocy dostałam telefon. Telefon z policji.
FLASBACK
Siedziałam sobie w moim pokoju, i
kartkowałam jakieś modowe czasopismo. „Boże, ale głupoty” pomyślałam, i
natychmiast zanotowałam w pamięci, żeby powiedzieć to mamie. Musimy przestać
prenumerować Cosmo. Mój iPhone zawibrował, a ja z uśmiechem odczytałam
wiadomość.
"To co, dzisiaj u ciebie? Otwórz okno szeroko... Mam ci coś do powiedzenia"
Już miałam odpisywać, kiedy usłyszałam
dzwonek – theme ze Skinsów. Na ekranie zobaczyłam nieznany numer.
-Tak słucham?
-Dzień dobry. Pani Angelina Collins?
-Tak. Coś się stało? –wyczułam napięcie w
głosie mężczyzny, które udzieliło się także mnie.
-Owszem. Ale to nie jest sprawa na telefon.
Czy może pani przyjechać na najbliższy komisariat?
-Cóż, nie za bardzo mam możliwość… -głos mi
drżał. Byłam już niemal pewna, że coś złego musiało się wydarzyć. –Czy może mi
pan powiedzieć, co do cholery się stało?!
Po drugiej stronie zapadła cisza, po chwili
przerwana niewyraźnym bełkotem.
-Może pan powtórzyć?
-Pani rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku.
Rzuciłam słuchawką. Nie byłam jedną z tych
osób, które wypierały złe wiadomości. Dobrze rozumiałam co usłyszałam. „Pani
rodzice nie żyją, pani rodzice nie żyją, pani rodzice...”… Na boso wybiegłam z
domu. Nie mogłam oddychać, z trudem dotarłam do domu Leafa i jego brata. Mój
chłopak otworzył mi drzwi.
-Leaf… -zdołałam wyjąkać, po czym osunęłam
się w jego ramiona.
Obudziłam się kilka minut później. Leaf
zdawał się w ogóle nie przejmować moim omdleniem, ani niespodziewaną wizytą.
Pierwszymi słowami, które usłyszałam było:
-Poczekaj, aż ja ci coś powiem, dopiero
wtedy ty mów to co chciałaś.
Skinęłam głową.
-Musimy to zakończyć, mała. Mam dosyć
ukrywania się.
-Co? Ale Leaf…
-To koniec.
Nie dowiedział się, co chciałam mu
powiedzieć. Zanim się obejrzał, byłam już na ulicy.
____________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
mam nadzieję, że się podoba:) o ile ktoś to czyta wg hahah. miłego popołudnia xx
____________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
mam nadzieję, że się podoba:) o ile ktoś to czyta wg hahah. miłego popołudnia xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz